Poznaj świat kosmetyków mineralnych i naturalnych

Proszek i pędzel. Minerały dają wolność wyboru

Wszystko zaczyna się od kości żuchwy i małego pędzelka, którym na skórę przenosimy przynajmniej trzy kolory, zbliżone do tego, jaki ma nasza cera. Wygrywa ten, który po nałożeniu cienkiej warstwy staje się niewidoczny. To podkład idealny.

Taki właśnie powinien być – stapiać się ze skórą. Ale nie tylko, bo dobry podkład to również taki, dzięki któremu skóra zyskuje coś więcej, niż tylko ładny wygląd. To kosmetyk, który nie tylko upiększy, lecz także uwolni – pozwoli oddychać i pracować, nie zatka porów, równocześnie powodując, że cera będzie wyglądała świeżo i naturalnie. Taki, który uwydatni efekty dobrze dobranej, naturalnej pielęgnacji, dzięki której skóra nie potrzebuje ukrywać się pod warstwą maski.

Ciężkie, pełne chemicznych dodatków fluidy tylko maskują problemy, z jakimi może borykać się nasza skóra. Na chwilę niwelują skutek, odsuwając tylko w czasie pracę, którą musimy wykonać – znalezienie przyczyny problemu. Może to źle dobrana dieta, a może zbyt niska pewność siebie? Niezależnie od źródła, najlepszym rozwiązaniem będzie sięgnięcie do tego, co daje nam natura. To odłamki skał, które zmielone w odpowiednich proporcjach i zamknięte w słoiczkach znajdziemy w kosmetykach mineralnych Lily Lolo.

Mineralny podkład nie zapewni nam tego, co dają zwykłe fluidy – natychmiastowego, mocnego krycia. Z minerałem trzeba nauczyć się współpracować, uzbroić się w cierpliwość, a przede wszystkim dobrze poznać jego właściwości. Po kilku próbach odwdzięczy się on nam tym, co ma najlepszego – zrozumieniem naszej skóry i zapewnieniem nam naturalnego wyglądu. Daje on dużo więcej możliwości, niż klasyczne podkłady – dzięki nakładaniu kolejnych warstw, możemy same decydować, kiedy i w których miejscach potrzebujemy go więcej. Gorszy dzień? Kilka ruchów pędzlem i zapewnione mamy lepsze, bardziej komfortowej krycie. Upalne lato? Wystarczą delikatne muśnięcia w miejscach problematycznych i będziemy gotowe, by wyjść na plażę.

Sekret Lily Lolo tkwi w stopniowaniu – budowaniu na twarzy trwałej, a przede wszystkim lekkiej konstrukcji, która przy odpowiedniej, nawet kilkukrotnej aplikacji wciąż będzie wyglądać zdrowo i pozwoli uniknąć efektu sztuczności. W tym kierunku zmierza też cała filozofia – by zasłaniać tylko to, co konieczne. Do tego wystarczy mineralny korektor Lily Lolo – zielonkawy Blush Away zasłoni zaczerwienienia wokół nosa, żółty PeppO – ciemne cienie pod oczami, a cztery odcienie beżu – wszelkie zmiany skórne. Po zakryciu newralgicznych miejsc wystarczy cienka warstwa podkładu, która ujednolici cerę, by wciąż wyglądała świeżo.

Budowanie krycia nie uda się jednak bez odpowiedniej aplikacji. Do tego posłuży duży pędzel typu kabuki i delikatne, okrężne ruchy. Technika, która na początku będzie wydawać się skomplikowana, łatwo wchodzi w nawyk. Równie szybko mija też zaskoczenie, jak dobrze może wyglądać skóra twarzy bez grubej warstwy ciężkiego kosmetyku. Zostaje za to miłe przyzwyczajenie do minerału, bez którego w makijażu trudno się już obejść.