Poznaj świat kosmetyków mineralnych i naturalnych

Ozdoba oczu. Jak dbać o rzęsy

Na początku była mieszanina sadzy, oliwy i białka. Później – sproszkowany węgiel wymieszany z wodą. Dopiero około sto lat temu pewien amerykański chemik, chcąc pomóc swojej siostrze, wymyślił produkt, który stał się pierwowzorem współczesnego tuszu do rzęs.

Tusz do rzęs – początki

Były lata 20. XX wieku, a Maybel chciała szybko wyjść za mąż, w czym ponoć pomogła jej właśnie mieszanka pyłu węglowego i wazeliny. Pomysł okazał się na tyle skuteczny, że Thomas Lyle Williams postanowił iść za ciosem i założył firmę kosmetyczną. Jej nazwa to połączenie imienia siostry i jednego ze składników tuszu – Maybelline. Dzisiaj tusze do rzęs są mieszanką nieco bardziej skomplikowaną – to głównie syntetyczne woski i olej mineralny, obok których bardzo często znaleźć możemy glikol propylenowy, octan retinylu, parabeny a nawet szkodliwą sadzę. Tak duża liczba chemicznych składników może działać drażniąco nawet na mało wrażliwe oczy. Można szukać bardziej naturalnych produktów, jak tusze do rzęs Lily Loloze składem opartym na woskach i olejach roślinnych i kolorem, który zawdzięcza przede wszystkim tlenkom żelaza.

Jak odpowiednio pielęgnować rzęsy?

Dbanie o rzęsy to jednak nie tylko dobór odpowiednich kosmetyków do ich upiększania. To po pierwsze pielęgnacja, podczas której rzęsy bardzo często są pomijane. Cienkie włoski potrzebują przede wszystkim odżywienia, które sprawi, że będą błyszczeć nawet bez makijażu. Jeśli do pielęgnacji twarzy używamy lekkich olejków, można nimi pokryć również rzęsy. Lub przygotować własną odżywkę, dla której odpowiednią bazą będzie olej rycynowy. Dopiero później powinien przyjść makijaż – rzęsy pokryte warstwą czarnego tuszu dodają spojrzeniu głębi, potrafią optycznie powiększyć oko, a same włosy wydłużyć nawet o kilka milimetrów. Kluczem jest odpowiednia aplikacja – od nasady po same końce, zaczynając od górnych rzęs. By uniknąć „efektu pandy”, warto też ograniczyć ilość tuszu na dolnych powiekach do minimum.

Nie zapomnij o demakijażu!

Nie można też pomijać demakijażu, przy którym rzęsy często sprawiają sporo trudności. Jedna, a czasem kilka warstw tuszu, który zastyga na nich, tworząc dodatkową warstwę, może być wyzwaniem podczas wieczornej pielęgnacji, a próby zmycia go płynami micelarnymi czy mleczkami często kończą się podrażnieniem i zaczerwienieniem. Do okolic oczu, zwłaszcza przy mocnym makijażu, spróbować można metody OCM. Lekki olejek, np. ze słodkich migdałów, rozprowadzamy wówczas na twarzy – tłusty składnik rozpuści zaschniętą warstwę tuszu – a następnie oczyszczamy bawełnianą ściereczką, zamoczoną w gorącej wodzie, która wchłonie brud i pozostałości kosmetyku, pozostawiając skórę świeżą i nawilżoną. Dokładne oczyszczanie rzęs z tuszu jest bardzo ważne – zalegające resztki mogą zatykać mieszki włosowe, powodować łamanie się a nawet wypadanie rzęs. Zamiast tego lepiej je stymulować – mimo, że w ich przypadku faza wzrostu włosa trwa tylko do trzech tygodni, równocześnie znajduje się w niej zawsze ¾ rzęs. Co oznacza, że przy odpowiednim odżywianiu łatwo można sprawić, że będą dłuższe, mocniejsze i bardziej gęste.